Witam.
Od dwóch tygodni uczęszczam do ZSE w Rzeszowie na kierunku Technik Informatyk. Dziś mieliśmy pasowanie na ucznia. Szkoła co prawda stara, jednak jest dość skomputeryzowana (8 pracowni komputerowych, około 200 komputerów, prawdopodobne łącze: DSL 8mbit + 4mbit symetryk). Komputery są „różnej daty”. Jednakże najsłabszy, na jakim pracowałem to komputer 6-7 letni (procesor intel celeron 2,7 , 768mb ram, itp). Są także komputery najnowszej generacji, czyli z procesorami intel icore i5, 4GB ram itp. więc nie jest źle. Co do nauczycieli jak na razie zastrzeżeń nie mam, jednakże jedno jest pewne – poziom w porównaniu gimnazjum – technikum jest o wiele wyższy w technikum. Co prawda dużo będzie nauki na komputerach, ale inne przedmioty też dadzą w kość (już czuję że biologia i chemia będzie najsłabszą moją stroną). Do szkoły nie dojeżdżam – mieszkam w internacie, który jest własnością szkoły. Jedzenie jest ok (po za śniadaniami – nie mogę się przyzwyczaić do bułek na śniadanie
) ale… jest jego za mało. Zawsze trzeba sobie dokupić coś na ząb i wyczekiwać do następnego posiłku
Na szczęście wziąłem sobie laptopa do internatu – z resztą tam prawie każdy ma, no bo jak nie mieć komputera i chodzić do technikum informatycznego? Z pozwoleniami na laptopa nie ma szczególnych problemów – wybranie odpowiedniego druczku, wypełnienie go przez rodziców i odniesienie do pokoju wychowawców. Natomiast problem zaczyna się jeśli chcemy mieć dostęp do internatu. Otóż sprawa wygląda następująca : w internacie jest dostępna sieć „ZSE Elektronik GR.I” , do którego hasło i dodanie użytkownika dostaniemy, po załatwieniu to z pewnym kolesiem, który opiekuje się tą siecią. Z załatwieniem internetu też problemów szczególnych nie ma – musimy tylko wiedzieć jaki MAC ma nasz komputer/laptop i to wszystko. Problem zaczyna się wtedy, gdy… chcemy z niego skorzystać. Z poufnych informacji dowiedziałem się, że router ten rozdziela łącze o przepustowości 2mbit (neostrada) , a klientów „wpiętych” do sieci jest około 15-20. Z samych teoretycznych obliczeń wychodzi, że internet będzie działał wolno ( teoretycznie około 80kbps jeśli wszyscy użytkownicy będą zalogowani). Niestety sieć działa o wiele wolniej. Winą jest zły router – Tp link, który jest zapewne jednym z tańszych urządzeń, i po prostu przy większym ruchu w sieci sobie nie radzi. Akurat w internacie zawsze jest bardzo duży ruch (sięgający zapchaniu całego łącza i to i tak za mało), co z kolei przekłada się na efektywność działania sprzętu. Router po prostu gubi połowę pakietów, które do niego dochodzą. Często pingi skaczą nawet o 600ms, pomimo że np. na drodze sygnału nie stoi żadna przeszkoda. Jest też alternatywa dla internackiego internetu – a mianowicie kradnięcie internetu z pobliskiego hotelu. Hasło do sieci jest szyfrowane WEP’em, dlatego także złamanie hasła to kwestia kilku minut. Nam wystarczyło 10 min i już mieliśmy działające hasło. Niestety to już koniec dobrych informacji. Tutaj tak samo pingi skaczą, jednakże tu jest już wina przeszkód na drodze i znacznej odległości od nadajnika. Użytkownicy „pożyczający” internet z hotelu mają przeważnie bardzo fajny program o nazwie NetCut, którym można wywalić wszystkich zalogowanych użytkowników z sieci przez co stabilność połączenia maleje nawet i 10 krotnie, jeśli ktoś z użytkowników będzie wywalał userów z sieci dosłownie co kilka minut. Co prawda jeśli ktoś używa tego programu, to program ten sam zabezpiecza się przez sobą, czyli użytkownik chcący wywalić kogoś z sieci tym programem nie może wywalić tego, kto ma zainstalowany/uruchomiony ten program. Czy tak jest to nie wiem , nie miałem chęci sprawdzać.
Dobry inernet w internacie? Marzenie…